About Dinara
Pierwszą rzeczą, którą zauważyłem, był zapach ciepłego teku i kawy uderzający w pokład tuż po szóstej rano - mgła wciąż przyklejała się do kadłuba, gdy zbliżaliśmy się do Padar Island. Niebo było miękko różowe, a załoga zdążyła już zarzucić kotwicę w cichej zatoce po północnej stronie. Wręczono nam termosy z mocną lokalną kawą i w ciągu dwudziestu minut wspinaliśmy się już wschodnim grzbietem, gdy słońce przelewało się nad księżycowymi zatokami, rozświetlając popielato-szare zbocza w gradientach różu i koralu. Wrażenie było surowe i prawdziwe - żadnych tłumów, tylko nasza mała grupa i wiatr.
Dinara jest nowa - zbudowana w 2023 roku - co widać w ostrych liniach stolarki wnętrza i cichej sprawności silników. Spaliśmy w kajucie Merapi, jednym z niższych poziomów pokoi, i choć jest kompaktowa, miała solidną wentylację, prawdziwy prysznic ze stałym ciśnieniem wody i zaciemniające zasłony, które umożliwiały nocny sen nawet gdy wczesne ranne wstawały. Pięć kajut nazwano od wulkanów, co pasowało do sytuacji, gdy przepływaliśmy obok Komodo Island i widzieliśmy warany żerujące w pobliżu stacji strażniczej. Załoga znała teren - dosłownie - prowadząc nas wyschniętymi korytami rzecznymi, którymi patrolują duże samce, i wskazując młodsze osobniki śmigające przez zarośla.
Snorkeling w Manta Point był momentem, gdy wyprawa przeszła od malowniczej do surrealistycznej. Weszliśmy z tylnej platformy, z maskami zanim drabinka dotknęła wody, i w ciągu kilku sekund dwie manty krążyły pod nami, sunąc nad stacją czyszczącą przy linii prądu. Woda była chłodna i lekko wzburzona, ale kamizelki i pławy powierzchniowe pomagały zachować widoczność i spokój. Później tego dnia, na Pink Beach, brodziliśmy w płyciźnie, gdzie kruszone koralowce nadają piaskowi swój odcień, i przez godzinę obserwowałem ryby rafowe śmigające między głazami, podczas gdy inni drzemali pod żaglami cieniującymi na plaży.
Ostatniego poranka obudził nas dźwięk windy kotwicznej, gdy Dinara ślizgała się ku Taka Makassar. Mielizna pojawiła się jak miraż - cienka, zakrzywiona i oślepiająco biała w porannym słońcu. Popłynęliśmy, stanęliśmy pośrodku, zrobiliśmy obowiązkowe zdjęcie grupowe, potem dryfowaliśmy z prądem w stronę Kanawa, gdzie miękkie korale rozpościerały się w płyciźnie. Przewodnik nurkowy wskazał parę błazenków tkwiącą w fioletowym ukwiale tuż obok południowego cypla. Z powrotem na pokładzie załoga podała świeży arbuz i sok z limonki, gdy zawracaliśmy do Labuan Bajo, przybywając o 15:00 z czasem akurat wystarczającym na ostatnią kawę na molo.
Doceniłem, że Dinara nie udawała czegoś, czym nie była - pływającego hotelu. To był działający phinisi, z funkcjonalną kuchnią, drabinkami z linowymi uchwytami i okazjonalnym skrzypieniem w trudniejszych chwilach. Ale była czysta, bezpieczna i działała jak w zegarku. Jedzenie było stale dobre - indonezyjskie śniadania ze smażonymi bananami, grillowana ryba na kolację i zawsze gorąca herbata dostępna. Na 3-dniową wyprawę do Komodo trafiła w sedno między komfortem a przygodą.










